Księżyc tuż po pełni, gwiazdy, perseidy i ponad dwa tuziny wariatów, którzy bez wyraźnego powodu postanowili pojeździć sobie w nocy.
Eksperyment
Kiedy publikowałem wydarzenie na Facebooku, zastanawiałem się, czy ktoś przyjedzie. Wiem, że ludzie odpowiadają, klikając w „wezmę udział” lub częściej w „zainteresowany”. Czym innym jest kliknięcie w wirtualnym świecie, czym innym wyjście na rower, by jeździć całą noc.
Okazało się, że nie tylko mi potrzeba od czasu takich bodźców. Noc z 12 na 13 sierpnia okazała się w Trójmieście idealna na takie świrowanie. Było ciepło, sucho, bezchmurnie i… przezabawnie!
Z Gdańska do Gdyni
Pierwszy tuzin uczestników zebraliśmy w miejscu gdańskiej zbiórki, pod krzyżem na końcu ul. Abrahama. O 20:30 było nas całkiem sporo, ale w oddali widzieliśmy kolejne światełka, zmierzające w naszą stronę.
Jak zawsze, do Gdyni dotarliśmy nieco spóźnieni. Okazało się, że przy przystanku PKM Gdynia Karwiny czeka kolejnych kilkanaście osób, w tym kilka kolarek. Po kilku pamiątkowych zdjęciach wyruszyliśmy ku nocnej przygodzie.
[pgc_simply_gallery id=”11933″]
Tego jeszcze nie grali
Trochę już pojeździłem, również w nocy. Moja przygoda z ultramaratonami zaczęła się od testowania i przekraczania granic wytrzymałości. Deprywacja snu była dla mnie jednym z symboli bycia „ultrasem”.
Teraz jeżdżę inaczej. Romantycznie, powoli, uważniej. Jednak kiedy można spotkać się w takim gronie, jak w piątkowy wieczór… chęć na spanie odchodzi. Zaczyna się prawdziwa przygoda. Sieć społeczna w realu.
Kiedy jedzie się na ultra, można z kimś „skleić się” w nocy. Zazwyczaj tworzą się dwu, trzyosobowe grupki. Nigdy, przenigdy nie jechałem w prawie 30-osobowym peletonie.
Już na pierwszych kilometrach szutrowej trasy zaczęliśmy dostrzegać niecodzienność sytuacji. Wzbijaliśmy tumany kurzu i pyłu, które w białych lampkach czołowych i w czerwonym świetle tylnych, wyglądały jak kolorowe chmury. Raz czerwona, raz żółta i biała mgła otulała nas przez większość trasy do Wejherowa, by zmienić się w czarny pył, kiedy osiągnęliśmy odcinki usłane żużlem.
Pit-stop Wejherowo
Naszym celem pośrednim była stacja BP w Wejherowie. No cóż, skutecznie udało nam się zablokować obie kasy na dobre pół godziny, czyszcząc jednocześnie zapasy tamtejszego bistro. 😁
[pgc_simply_gallery id=”11944″]
Spadające gwiazdy i my
Kiedy po wyruszeniu z Wejherowa myśleliśmy, że widzieliśmy tej nocy już wszystko, naszym oczom ukazały się perseidy. Cały peleton zwalniał lub stawał, by podziwiać to zjawisko. Nie musieliśmy się spieszyć – do świtu pozostawały jeszcze dwie, trzy godziny, a spadających gwiazd i tak nie dogonimy. Mieliśmy jednak wrażenie, że możemy po nie sięgać.
Podziel się z innymi. Spotkajmy się na kolejnej ustawce!
Udostępnij
FacebookTwitterWhatsappEmail
