Mówi się, że nie ma złej pogody na rower. Postanowiliśmy zweryfikować prawdziwość tej tezy, w całkiem zacnym towarzystwie i w całkiem pięknych okolicznościach kaszubskiej pogody.
Co prawda
Prawdziwy (gravel) camp
Dzięki współpracy z Jack Wolfskin Poland, uczestnicy obozu mogą poczuć się za pan brat z Dolomitami i być naprawdę blisko natury przez całą dobę. Dla wielu osób mieszkanie w wygodnych wieloosobowych namiotach to prawdziwa przygoda, na równi z samym jeżdżeniem po górach. 😃
6 dni jazdy po Alpach
Nad atrakcyjnością tras dla kuracjuszy obozu czuwa sam Adam Kolarski. Zabawę zaczynamy od dnia zero, więc jeśli pogoda dopisze, podczas Escapady dochodzi jeden dzień ekstra. To lubię.
Nie tracimy więc czasu i już w dniu przyjazdu udajemy się w stronę malowniczego kościółka La Val. Charakterystyczne dla pierwszego dnia jazdy w Dolomitach jest to, że każdy widok na góry, każdy podjazd i zjazd wydają się przepiękne (bo takie w istocie są!) i ciągle stajemy na zdjęcia.
Najlepsze foty wchodzą na płaskowyżu Armentara, skąd zjeżdżamy do miejscowości Badia, po czym oswajamy się z myślą, że prawie codziennie czekać nas będzie kilkusetmetrowy (w pionie oczywiście) podjazd do campu.
Widoki zapierają dech w piersiach i sprawiają spory dylemat na zjazdach – cieszyć się flow z szybkiej jazdy w dół, czy stawać na zdjęcia.
Na jednym z przepięknie wijących się zjazdów zauważam, że ekran Gopro zainstalowanego na kierownicy zgasł. A przede mną taki zachód słońca! WIem z doświadczenia, że na nieprzewidywalnej nawierzchni kierowanie uwagi na kamerkę na więcej niż ułamek sekundy jest mało rozsądne. Jednak ciekawość i chęć uwiecznienia na filmie tego, co się dzieje wokół wygrywa z instynktem przetrwania. W tym momencie ja przegrywam z drobnym kamykiem, który momentalnie zmienia moją trajektorię. Resztę robi grawitacja. Na szczęście kończy się na ledwie zauważalnym szlifie na obudowie aparatu i troszkę bardziej widocznych przetarciach tkanek miękkich. Większych strat brak. Zbieram się szybko i z poczuciem zadowolenia, że „to się chyba nagrało” ruszam dalej w dół. Już po kilkudziesięciu metrach zauważam, że traumy po zdarzeniu brak. 😆
Najlepsze jest to, co trudno dostępne!
Drugi dzień ma nam pokazać, że im większy trud, tym pełniejsza satysfakcja. Będziemy wspinać się na Passo Bronsoi na wysokość 2330 m n.p.m.
Obiady smakują, jak nigdy!
Podczas dnia „bike & hike” jednym z kluczowych punktów programu jest obiad w Utia Campcios. Naprawdę trzeba się powspinać, pomęczyć i zgłodnieć, aby poczuć ten smak zwycięstwa. No, może po prostu smak Tiroler Gröstl, oczywiście w moim przypadku bez boczku.
Podziel się z innymi
Podoba Ci się artykuł? Prześlij go dalej, udostępnij znajomym. Podziel się!
Udostępnij
FacebookTwitterWhatsappEmail
Chcesz być na bieząco z nowościami na blogu i na kanale Youtube? Zapisz się do newslettera. Zero spamu. Wiadomości wysyłamy co 2-3 tygodnie.
Sella Ronda w wersji offroad
Znacie Sella Rondę? Takiej możecie nie znać.
Najpierw odhaczamy Passo Campolongo, by po przepięknym, asfaltowym zjeździe skorzystać z wyciągu z Arabby i udać się na stację Portavescovo (2450 m n.p.m.).
Ciąg dalszy nastąpi
Patrzenie na zdjęcia i pisanie tego krótkiego artykułu sprawia, że już chce mi się jechać w Alpy. Jeśli chcielibyście pojechać z nami pod szyldem Escapada Gravel Camp, zapraszam. Tymczasem wskakujcie na rowery i korzystajcie z całkiem znośnej pogody tam, gdzie jesteście!
Pakiety Brejdak 2024
Zarezerwuj swoje miejsce w tej ultra-przygodzie
Wybierz pakiet
Czapeczki kolarskie
Lubiane i praktyczne czapeczki Rezerwat Przygody by Runo
Zobacz opcje
Koszulki kolarskie
Lekkie, przewiewne, wyprodukowane przez Runo
Zobacz
